Kerala
Skomentuj
Copyright © Parampara 2009 Kasia Horwat Maciek Paszkowski       Strona główna       Webmaster       Kontakt
Wracając do domu natknęliśmy się któregoś dnia na plażowe kino. Setki ludzi siedząc lub stojąc plecami do morza oglądały na wielkim ekranie jakiś bollywoodzki film. Zrozumieliśmy jedynie nieliczne wstawki po angielsku, ale i tak było miło :) Niesamowity klimat.
W małych sklepikach sprzedaje się wyłącznie piracke płytki. Tytuły nabazgrane markerem :)
O jeden drink za dużo :) Nie pijcie drinków z lodem bo potem będziecie wyglądać jak ja...
Oto dlaczego nie polecam picia drinków z lodem...
Palolem Beach
Maciek zamyka chatkę na kłódkę - to takie zabezpieczenie pro forma, bo ściany zrobione są z bambusów i prześcieradeł. Zamek ledwo trzyma się drzwi z dykty. Mimo to nic nam nigdy nie zginęło z takiej chatki.
Krowy naprawdę są tu wszędzie. Jest ich mnóstwo, w najróżniejszych kolorach. I te chude, i te całkiem dobrze dokarmione, wszystkie są czyste i zadbane. Szwendają się nie przeszkadzając nikomu, każdy ustępuje im z drogi. O ile na ulicach jest to widok powszechny, na plaży wyglądają dość dziwacznie i uroczo.
W cieniu palm kryje się sporo małych chatynek, zamieszkałych przez wieśniaków. Otoczeni turystami żyją sobie spokojnie wykonując swoje zwykłe codzienne czynności. Czasem widać, jak dzieci odrabiają lekcje siedząc w kucki na suchej trawie.
Lekcja WF'u. Niesamowite, bo u nas w całej szkole bywa tyle dzieciaków, co tu w jednym roczniku. Do tego mają WF z krowami :)
Canacona to maleńkie, malowniczo położone miasteczko zapomniane przez turystów spieszących do pobliskiego Palolem. A warto się tu zatrzymać i rozejrzeć, bo w wielu innych miastach trudno o takie widoki.
W tle - Palolem. Wracamy z Butterfly Island, przepięknego miejsca, które co prawda nie jest wyspą, ale można do niego dotrzeć tylko łodzią; po drodze goniąc stada skaczących mniej lub bardziej leniwie delfinów.
Butterfly Island
Świeże owoce smakują najlepiej na plaży. Najlepiej podane i skonsumowane na miejscu. Ananasy, banany dojrzałe lub zielone, arbuzy, mandarynki, kokosy, pomarańcze i ich zielone odpowiedniki - musambi - są fantastyczne w smaku. Do papai  nie potrafiliśmy się jednak przekonać.
Indyjskie bilety kolejowe można w sumie nazwać prawie-imiennymi. Nazwisk co prawda nie ma, są natomiast takie dane jak płeć czy wiek pasażera. Nazwiska widnieją na liście pasażerów, przyklejonej przy wejściu do każdego z wagonów.
Hindusi to urodzeni biznesmeni. Nie dziwi zatem reklama przedsiębiorczego jubilera na podaniu o bilet kolejowy. Samo podanie tymczasem dziwi z całą pewnością - ale trzeba pamiętać, że Hindusi to także urodzeni biurokraci.
W Indiach za kurs taksówką płaci się czasem z góry w centrali, być może by kierowca nie musiał operować pieniędzmi.
Gdy we wschodnie Indie uderzyło tsunami, wielka fala dotarła aż do Goa. Woda podniosła się tu w mgnieniu oka i mocno podmyła plażowe restauracje. Naprawa szkód trwała dobre kilka dni.
Welcome to Palolem, land of chill and pleasure.
Jak widać, połów okazał się niezbyt udany. Mimo to cała wioska zbiegła się, by wyciągać sieci. Następnego dnia na szczęście poszło lepiej.
Garaż? Melina? Handlarze narkotyków? Nic z tych rzeczy. Ci ludzie wyrabiają biżuterię. Z najcenniejszych kruszców, z wielkimi drogimi kamieniami. Na indywidualne zamówienie czy z katalogu, przy pomocy zadziwiająco prymitywnych narzędzi, wyczarują każde, najbardziej nawet wymyślne cudeńko.
Jeden parasol z pewnością jest tańszy od dwóch, choć rodzinka ta ciśnie się tam zupełnie dobrowolnie - za parasole nic się nie płaci. Zapakowanie takiej rodzinki do jednej taksówki u nas w domu byłoby potraktowane jako jakiś absurdalny żart. W Indiach natomiast nie :)
Chrześcijańskie akcenty są bardzo liczne na Goa. Kościoły są jednak puste i obce. Widać wyraźnie, że Hindusi kultywują to, co zostało im podarowane przez Portugalczyków, zarazem nie dodając wiele od siebie.
Tak w Indiach buduje się drogi.
A oto dlaczego nie warto odwiedzać marketu w Anjunie w inne dni niż środa.
Pobyt w Indiach zdecydowanie rozbudził w nas zainteresowanie owocami morza. Szkoda tylko, że w Polsce jedynie świeże raki mogą przypominać krewetki królewskie.
Ten pan w czerwonym turbanie to nie lada twardziel. Od lat ubiera swoją krowę w fatałaszki we wszystkich kolorach tęczy, po czym zabiera ją na przechadzkę tam, gdzie dużo turystów. Gdy zauważy, że ktoś patrzy, zaczyna grać na trąbce i kładzie się na ziemi. Nogi podwija pod siebie jakby siedział po turecku. Krowa powolutku staje przednimi łapami na jego miednicy i wykonuje rytmiczne podskoki. Pan różowieje nieco na twarzy, ale gra dalej. Po chwili krowa schodzi z niego, a każdy, kto patrzył, musi zapłacić co łaska. Na widok monet pan się krzywi. Chce banknotów :)
Środowy market w Anjunie cieszy oko milionem kolorów.
Ach jak ten czas szybko minął. Nie często mieliśmy okazję zostać w jednym miejscu cały tydzień. Ze Snoopem od razu się skolegowaliśmy i wesoło to jakoś się potoczyło. Do plażowego życia łatwo jest się przyzwyczaić. Poranne lekkie śniadanie, skonsumowane przy szumie fal, kąpiel w słonym i leniwym morzu, i ta błoga aura maniany. Brzmi to z pewnością jak wyznania z pasma Romantica. Fakt pozostaje faktem: uśmiechy od ucha do ucha zabraliśmy ze sobą na długie miesiące do Warszawy. Banan na twarzy Snoopa, mocno zaokrąglony, mój może bez przepisowego unijnego kąta, ale za to naturalny i symetryczny.
A to typowa dworcowa sklepiko-kawiarnia. Ratuje życie podczas długich podróży.
Garden Cottages, Colva
Palolem to takie miejsce, gdzie można spędzić całe lata i ich po prostu nie zauważyć... To nasz prawie ulubiony stolik w Buddzie, która, jak się później okazało, zowie się Rock-It Cafe.
Goa                                                                                                   (poczytaj dzienniki z Goa)
Maharashtra
biżuteria, kolczyki, imprezy firmowe, team building, Indie, Warhammer
Galeria - strona główna
Aby galeria działała poprawnie, muszą załadować się wszystkie miniaturki.